Skecze, których już nie gramy

Szanowni Państwo. Raz na jakiś czas chcielibyśmy przedstawić Państwu skecze, których już nie gramy. W ich czystej postaci literackiej. Dialog nie jest w naszym repertuarze rozbudowaną formę, ale mamy taki epizod za sobą i może niektórym z naszych Widzów spodoba się porównanie czystego papierowego pomysłu z jego interpretacją zapamiętaną ze sceny. Jest także drugie dno skeczy już granych i ich publikacji. Otóż przed naszą jesienną trasą „Co tu jest grane?” chcielibyśmy w tym miejscu opublikować kilka zupełnie nowych skeczy literacko-muzycznych w ich czystym zapisie. Przeczytacie Państwo pomysł, opis sytuacji, strzępki dialogu, czy monologu – będziecie jakoś sobie wyobrażać ten skecz na scenie – a my i tak spróbujemy Was zaskoczyć. To będą czyste teksty. Bez opisu inscenizacji, interpretacji uwag realizacyjnych. Tak jak ten poniżej.

Kurczaczek.pl

On wybiera numer telefonu

On: dzień dobry pani, chciałem powiedzieć , że wygrałem kurczaczka…

Ona: dziękujemy za wysłanie esemesa. Jeśli wygrałeś darmowego kurczaczka wciśnij jeden, jeśli wygrałeś misia za złotówkę wciśnij dwa.

On: kurczaczka, kurczaczka – wciska

Ona: obsługa w języku polskim wciśnij jeden, in englisch, chicken press two…

On: ja chciałem powiedzieć, że to dla wnuczka jest…

Ona: kurczaczek żółty wciśnij jeden, kurczaczek zielony wciśnij dwa, kurczaczek czerwony wciśnij trzy, inny kolor wciśnij cztery

On: żółty, żółty, a jaki ma być kurczaczek… niebieski… jakiś może… kurczak policjant…

Ona:  żółty kurczaczek z ostrym dzióbkiem wciśnij jeden, kurczaczek ze stępionym dzióbkiem wciśnij dwa, kurczaczek z innym dzióbkiem wciśnij trzy… jednocześnie przypominamy, że koszt połączenia wynosi  osiem czterdzieści plus vat… szczegóły promocji na naszej stronie www.kurczaczek.pl  wybierz rodzaj dzióbka..

On: no jaki dzióbek, dzióbek, inny…

Ona: żółty kurczaczek z innym dzióbkiem i ostrymi pazurkami wybierz jeden, ze stępionymi pazurkami wybierz dwa, bez pazurków wybierz trzy

On: nie wiem, kurczak bez pazurków, co to za kurczak… dwa

Ona: żółty kurczaczek z innym dzióbkiem i stępionymi paznokciami na baterie wybierz jeden, bez baterii wybierz dwa, z napędem ekologicznym wybierz trzy…

On: jak wezmę na baterie, to godzinę  będziemy uzgadniali jakie… trzy

Ona: żółty kurczaczek z innym dzióbkiem, ze stępionymi pazurkami z napędem ekologicznym bio wybierz jeden, z napędem eko wybierz dwa, z  innym wybierz trzy… jednocześnie przypominamy, że  koszt połączenia…

On: …wiem, wiem… plus vat… bio , jeden

Ona: żółty kurczaczek z innym dzióbkiem, ze stępionymi pazurkami z napędem ekologicznym bio…. brak w ofercie… dziękujemy za udział w konkursie, jeżeli chcesz dalej kontynuować zabawę wróć do głównego menu wciskając jeden., jeżeli rezygnujesz z kurczaczka wciśnij dwa…

On: …(nic nie robi… zamurowany)

Ona: wciśnij jeden, żeby wrócić do głównego menu, jeżeli rezygnujesz z kurczaczka wciśnij dwa

On… (przedrzeźnia słuchawkę)

Ona: przypominamy, ze koszt dotychczasowego połączenia wynosi 86 złotych plus vat…

On: Co?

Ona: szczegóły na naszej stronie internetowej www.kurczaczek.pl ….

On: Co?

Ona: jeżeli nie masz jeszcze Internetu, a chcesz skorzystać z naszych usług wciśnij jeden….

 

  Jacek Kęcik 2009

Polowanie na jelenia

Byłem w banku. Szczęśliwie dało się jeszcze podjąć parę groszy, ale patrząc jak ten bank jest wyposażony, w jakiej lokalizacji i przepychu  się kąpie, myślę, że  niedługo już ograniczą wypłaty do wysokości średniej krajowej. Bo przecież nie do równowartości fotela doradcy, który, a pochwalił mi się rzeczony, kosztował dwadzieścia pięć tysięcy złotych, oraz wibrował.  Na cholerę komu taki fotel. Chroni przed rakiem odbytnicy? Absorbuje inteligentne cząsteczki z kosmosu  i przekazuje je drżeniami do czegoś tam siedzącego…może tak.

Z budynku banku nie udało się normalnie wyjechać. Automat parkingowy połykał opłacony bilet i wyrzucał z powrotem tylko jego kawałeczek. Nawet dobrze spiłowane kobiece paznokcie nie miały  szansy. Kolejka samochodów rosła z minuty na minutę, a kiedy już ryk klaksonów stawał się nie do wytrzymania pojawił się lekko szemrany mężczyzna w czymś co przypominało  mundur, starym powyginanym gwoździem sprawnie  wyciągał bilet i inkasował dwa złote. Wyjeżdżając zauważyłem, że wszyscy stojący za mną w kolejce mieli już przygotowane monety  i ruch odbywał się płynnie. Gwóźdź, dwa zeta, droga wolna, gwóźdź , dwa zeta, szlaban . Tam na górze w skórzanych fotelach miliardy toksycznych aktywów ulokowanych w jak najbardziej realnych domach i jachtach, a tutaj stary zardzewiały gwóźdź.

Znajomy zaprosił mnie na prezentację do profesora Kuzniecowa. Profesor Kuzniecow porzucił karierę kosmonauty na rzecz leczenia ludzi promieniowaniem z kosmosu, w którym podobno był. W prezentacji uczestniczył profesor, dziesięciu podobnych do mnie potencjalnych klientów, mój bardzo podniecony znajomy i pielęgniarki jakby żywcem przeniesione z Seksmisji Julka Machulskiego. Istota metody profesora polega na dopasowaniu do astralnego wykresu pacjenta odpowiedniego pancerza ze szlachetnych metali. Pancerz ów w dokładnie wyliczonym czasie, chodzi o układ planet, należy założyć na nagie ciało i wyjść na dwór. Przez dziesięć minut pancerz absorbuje całą energię z kosmosu i wprowadza ją do organizmu. Koszt pancerza około 20 tysięcy dolarów, dla biedniejszych profesor Kuzniecow skłonny był zaprojektować bransoletę do noszenia przy pełni księżyca (można w ubraniu)- trzy tysiące, a dla wyjątkowo ubogich wisiorek za tysiąc dolków.

Dwa tygodnie potem Warszawę obiegła wiadomość, z lubością powielana przez plotkarskie portale, że znany producent filmowy został zatrzymany przez straż miejską i skierowany na obserwację psychiatryczną. Kompletnie nagi, z czymś co przypominało hełm rycerza spod Grunwaldu biegał krzycząc po podmiejskich ulicach. Przy pełni księżyca. Wyjaśniał co prawda, że chciał tylko przyjąć trochę energii z kosmosu,  wszedł na gwóźdź i poniosło go, ale nie brzmiało  to najlepiej.

Tym razem gwóźdź mnie nie dotyczył. Nie zostałem jeleniem, chociaż wziąłem udział w polowaniu. Jako zwierzyna oczywiście. A jest nas jeleni w Polsce dużo… oj dużo. I codziennie, od rana do nocy odbywa się polowanie, a jakieś poroża lądują na ścianie myśliwego. Ostatnio pięćdziesiąt tysięcy trafień zaliczył PZPN. No bo tyle zwierzyny dało się zwabić nagonce na kolejny przegrany mecz w piłkę szmacianą. Na kilka milionów poroży liczy nowa platforma cyfrowa nc+, a za przeszklonymi oknami biurowców wibrując się w fotelach czają się kolejni myśliwi. I kombinują… jakie by tu gwiazdki wprowadzić w nowej super atrakcyjnej ofercie… czegoś tam.

Ja zbieram gwoździe. Jak mi się uleje to pochodzę po różnych miejscach i je porozrzucam.

               Jacek Kęcik

Doradcy finansowi

Kiedy po porannej kawie wychodziłem ze swojej pracowni, znienawidzony przeze mnie kot, który niestety mieszka w domu,  łypał spode łba w moją stronę i kombinował  czy  jak zwykle ma przypinać spadochron, czy wystarczy jak wejdzie pod kanapę i tam zastygnie. Normalnie,  jak nasika mi do butów to szerokim lobem leci w kierunku otwartego okna . I mruczy w locie. Czasami  nie wiem, czy on bardziej lubi mi sikać do butów, czy latać. A może jedno i drugie…. i jeszcze jest to jakoś powiązane. Może ja jestem przekonany, że to kara – takie pierdut za okno, a to czarne bydle na samą myśl, że sobie polata dostaje kociego orgazmu.

Mniejsza o kota. Dzisiaj nic nie mogło zepsuć mojego dobrego samopoczucia. Headline jednego z portali internetowych donosił: „ Największy doradca finansowy w Polsce planuje zwolnienie grupowe. Inni się zwijają”. Jak ja kocham swoich rodaków. Pognali ich precz. Wypucowanych krawaciarzy w wyglansowanych brykach. Nareszcie. Ucieszyłem się, bo  chociaż staram się nie należeć do żadnej organizacji  to w pełni identyfikuję się z ogromną społeczną grupą nabitych w butelkę frajerów, ot takich jak ja , przeciętnych obywateli. A było to tak.

Życie artystyczne może i jest barwne, ale dochodowe to ono nie jest.   Dlatego jak się trafi dzikim fartem jakiś tekst do piosenki, albo skecz, który nie wiedzieć czemu robi chwilową karierę to parę groszy może wpaść. Raz na kilka lat. Tak też się stało w moim wypadku,  wszedłem w posiadanie opodatkowanych już dwudziestu tysięcy złotych i stanąłem kilka lat temu w sekretariacie doradczej firmy finansowej. Fotel, w którym mnie zatopili był dużo droższy od całej sumy, którą skłonny byłem zainwestować.

Dwójka młodych, drogo ubranych doradców wzięła się za mnie ostro. Wykresy, wskaźniki, notowania, zyski, procenty, procenty i procenty. Byłem oszołomiony, że to wszystko jest tak proste. Okazywało się, że pierwszego miliona wcale nie muszę kraść, wystarczy jak pozwolę to robić moim doradcom. Oni błyskawicznie honorarium za przebój zamienią w lejącą się strumieniem rzekę pieniędzy, które będą się mnożyły i mnożyły, krążyły z rynku na rynek, od złota do platyny, a jakby co złego ze złotem się stało, to przeskoczą do srebra, albo do dóbr luksusowych. Po dwóch godzinach wyszedłem bez dwudziestu tysięcy, ale za to z portfelem inwestycyjnym skrojonym przez doradców specjalnie dla moich potrzeb. Akcje, fundusze, złoto, rynki rozwijające się, obligacje korporacyjne, nieruchomości i wino tasmańskie. Plus pakiet ubezpieczeniowy i medyczny, przy którym spokojnie mogłem przechodzić na czerwonym świetle. I consierge bezpłatny oczywiście. I bilety na Chór Aleksandrowa. W pierwszym rzędzie.

Chór rzeczywiście był, tylko nie Aleksandrowa, a Aleksandra Pustałowa , a rząd pierwszy, tylko na trzecim balkonie. Akcje spadły o osiemdziesiąt procent, w długim pięcioletnim „horyzoncie inwestycyjnym”, bo tylko tak wolno myśleć, argumentowała w Pradę czesana doradczyni.  Metale szlachetne przyniosły zysk, ale tylko huncie wojskowej Gabonu, nieruchomości nie udało się wybudować, a wino, no cóż winnice pochłonęło tsumani.  Pod koniec horyzontu inwestycyjnego  odwiedził mnie windykator  i  zgodził się odstąpić od roszczeń do mojego długu wobec firmy doradczej z tytułu nie opłacenia pakietu ubezpieczeniowego w zamian za samochód. Consierge uprzejmie mnie poinformował, że inwestycje okazały się nietrafne i nie było z czego pokrywać kosztów pakietu, a że zobowiązałem się do ubezpieczenia na 20 lat-to czteroletni samochód jest i tak wyjściem dla mnie korzystnym. Zwłaszcza, że windykator na co dzień trenuje sporty walki , właśnie  szykuje się do kolejnej Polsatowskiej Gali KSW i na kimś musi ćwiczyć nowe techniki nokautu.

Samochód jednak nie wystarczył na pokrycie moich długów. Jak się okazało trzeba było jeszcze pokryć koszty transakcyjne moich doradców, ale na to już wystarczyła lodówka i drewniany domek po babci. To chyba właśnie wtedy miałem taki chmurny okres, kiedy chodziłem jakiś podenerwowany po domu nie wiedzieć czego, czepiałem się wszystkich, nie mogłem sobie miejsca znaleźć  i wydaje mi się , że mój kot powiązał ten nastrój z naszą wspólną wizytą u weterynarza i pozbawieniem go jajek. Przyznaję się, kiedy technik weterynaryjny Marciniak Jan ciął skalpelem kota, oczyma wyobraźni widziałem na jego stole swojego doradcę. Bez znieczulenia.

Tydzień potem kot nasikał mi do butów.  Dzisiaj mu wybaczam.

Jacek Kęcik

Do Pana Prezydenta Europy w Belgji.

Uprzejmie donoszę Panie Prezydencie, że w Polsce źle się dzieje. Sąsiad mój Karłowicz Jan jako burmistrz zmarnił te pieniądze co nam Pan Prezydent dał dla ojczyzny naszej umęczonej przez okupację , a potem przez ruskich też trochę. Bezrobocie u nas takie, że jakbym czasem nie wygrał coś na jednorękich bandytach  w barze Las Vegas 24 h to by mi zasiłku nie starczyło, a on Karłowicz znaczy burmistrz w samym polu basen ze zjeżdżalniami postawił i obok zaraz wielkie centrum dla konferencji jakichś i występów. U nas ludzie już od dawna wodę mają w domu, jak nie własną to z wodociągu , a z występami dziesięć lat temu był pan Rubik z żoną i to kulturalnie nam wystarczyło. Jak budowali ten basen ze zjeżdżalniami to trochę pracy było, bo brat burmistrza Karłowicza ma budowlankę to i naszych trochę wziął do wykopów i takich innych, ale jak już salę do występów budowali , to my tylko z bratem burmistrza parking układali, bo resztę to Niemcy stawiali.

Na tym basenie to też bezrobocia nie zlikwidowali, bo nikt się nie kąpie. Burmistrz mówi, że dlatego basen zamknięty , bo nie mogą znikąd ratownika sprowadzić i zatrudnić, ale my tu swoje wiemy. Lepiej żeby każdy, jak już musi, to się mył u siebie, bo ja na ten przykład do tej samej wody co mój sąsiad to nie wejdę. Nie dalej jak pięć lat nazad takie gorące lato było i wszyscy poszli do rzeki się kapać, to jak zwierzyna poszło do brodu wody się napić to jak nożem padła.

Na Konferencjach to tylko bracia Tylcowie się wzbogacili. Jeden pilnuje szlabanu, tam gdzie się asfalt urywa na drodze do Konferencji, a drugi samej Konferencji pilnuje też przy szlabanie. Zresztą ci Tylcowie to byli milicjanci.

Drogi do Konferencji nie dokończyli, bo pieniądze Europa kazała wydać na obwodnicę naszego Plwocienia. W try miga burmistrz z bratem i  szwagrem brata burmistrza z województwa obwodnice zrobili i już nikt do nas nie zajeżdża. Nawet  o drogę się zapytać.

Tak więc Panie Prezydencie niech Pan coś zrobi. My ludzie czyste jesteśmy, po koncercie Pana Rubika z żoną kulturalni i nie chcemy, żeby nas turyści objeżdżali, wszystko jedno jacy, nawet mogą być tacy co to są  ze związków partnerskich.

Mieszkańcy.

List od naszych Fanów

W ubiegłym tygodniu dostaliśmy list od naszych Fanów, który bardzo nam się spodobał i mocno nas wzruszył. Dziś postanowiliśmy się nim z Wami podzielić.

Oto list:

„Wołów, 18 luty 2013r.

          A wszystko zaczęło się tak :

W listopadzie 2012 roku w Hali Stulecia we Wrocławiu zobaczyliśmy Was i……….. tak się zaczęła przygoda z Filharmonią Dowcipu. Nasza i sąsiadów z pobliskich domów.

Pojechaliśmy 3 osobową rodziną – teraz fan club  na naszym osiedlu liczy już ok. 20 osób. Oszaleli dorośli, młodzież i dzieci. Żadna imprezka licząca powyżej 3 osób nie może się odbyć bez udziału Filharmonii Dowcipu. Zaraziliśmy i uzależniliśmy nawet przedszkolaki.

Ale po kolei …….

Na koncercie już po drugim utworze wybiegliśmy w kuluary aby kupić płytę – bo przecież po koncercie mogło nie starczyć dla wszystkich (nie wiedzieliśmy o przerwie). Po 3 godzinnej uczcie dla ducha  i powrocie do domu oglądaliśmy Wasze DVD do 3 rano. Rano jeszcze raz ….. i po południu i nazajutrz i już zawsze.

Tydzień przed świętami zawitali do nas sąsiedzi na małe spotkanko towarzyskie. Przewałkowaliśmy cały koncert dwa razy i też nas zastał ranek.

Ale to co stało się w Wigilię!!! Po pasterce postanowiliśmy się zebrać i pokolędować.  O 5.40  kolędy ustąpiły miejsca Filharmonii. Wszyscy się poderwali i z grona biesiadujących wyłonił się Nasz ,,Gummy Bear” – sołtys osiedla nie ustępujący warunkami fizycznymi Waszemu Dyrygentowi. Także walczy z grawitacją oraz swym majestatem powalający innych kandydatów na Gummy Bear-a. W załączeniu wysyłamy płytę DVD z nagraniem z tych pamiętnych chwil i innych imprezek dokumentujący naszą świetną zabawę przy dźwiękach Filharmonii.

Potem było wesele osiedlowe, sylwester i karnawał, na których nie mogło obyć się bez szaleństw z Filharmonią. Prawie codziennie najmłodszy syn (6 lat) po powrocie z przedszkola w dni robocze, a w wolne od rana ogląda Was niczym najlepszą bajkę. A my oczywiście wraz z nim utrwalamy każdy szczegół z koncertu. Mamy wrażenie że rozbudzają się w nim talenty muzyczne.

Dziękujemy Wam za odkrycie, że muzyka klasyczna może bawić, dostarczyć tylu emocji i wrażeń, zjednoczyć wszystkie pokolenia we wspólnym słuchaniu co w obecnych czasach wydaje się niemożliwe. Wreszcie odróżniamy altówkę od skrzypiec, a młodzież na lekcji muzyki oczarowała nauczyciela wiedzą ze znajomości różnych instrumentów muzycznych. Podziwiamy Wasz kunszt i profesjonalizm pod każdą postacią. Wspaniały humor, satyrę, kabaret, indywidualizm i perfekcjonizm każdego artysty (pozdrawiamy fotrepian i jego pogromcę, Najstarszą i tę Młodszą, Najmłodszego i tego Starszego, Gummy Bear-a, Orkiestrę, Producenta……nie sposób wszystkich wymienić……ale pozdrawiamy).

Oczywiście wybieramy się na Wasz kolejny koncert. Jakaż była radość gdy na Waszej stronie pojawiła się informacja, że znów zawitacie do Wrocławia. Szkoda że dopiero w październiku – ale będziemy czekać. Zawitamy już w większym gronie z naszym juniorem i sołtysem osiedla wraz z żoną (naszym Gummy Bear-em) na czele. W sferze marzeń pozostaje oglądanie Was z pierwszego rzędu aby nie uronić żadnego słowa, dźwięku, gestu. Ostatnio siedzieliśmy daleko – bo aż na odległej trybunie wrocławskiej Hali Stulecia i wiemy ile straciliśmy.

Jeśli to możliwe prosimy o informację jak zdobyć bilety w pierwszym rzędzie (8 sztuk za które oczywiście zapłacimy).

Mamy także gorącą prośbę aby zadedykować na koncercie utwór Gummy Bear dla naszego Gumisia (sołtys naszego osiedla), który będzie obchodził okrągłe 50 urodziny, a my w prezencie planujemy podarować mu bilet na Wasz koncert.

Marzeniem innego fana naszej ekipy jest prośba do Pana Chmielarza o aranż do utworu ,,Sounds Like A Melody” zespołu Alphaville (w szczególności partię skrzypiec w końcowej części utworu).

Mamy wrażenie, że w wykonaniu Filharmonii Dowcipu będzie to jeszcze bardziej fantastyczny kawałek.

Dziękujemy także za dedykację i autografy na płytce CD, którą zamówiliśmy przez waszą stronę www.

Zatem do zobaczenia we Wrocławiu (na żywo) i codziennie na ekranie naszego telewizora.

Polecamy obejrzeć załączoną płytkę aby zobaczyć jak zmieniacie szarą rzeczywistość (to tylko wybrane z różnych imprez -  15 minut).

                                                                   Z wyrazami wielkiego szacunku

                                                                   Fani z Wrzosowej”

 Płytę oglądaliśmy w przerwie między koncertami w Częstochowie. Dostarczyła nam wielu wzruszeń i radości.

Bardzo dziękujemy naszym Fanom z Wrzosowej :)

Filahrmonia Dowcipu

Kapitał ludzki

Mała urocza mazurska miejscowość, w niej malowniczo położony hotel, basen, sauny, plac zabaw dla dzieci, sanki, łyżwy, narty, cisza, przyroda – po prostu wszystko, żeby nawiązać dawno i wielokrotnie utracony kontakt z dziećmi, odzyskać porozumienie z własnym rozumem…. krótko mówiąc odpocząć. I to za niewielkie pieniądze…. Po zlikwidowaniu uzysku dla artystów to w zasadzie jedyny przywilej dla ludzi tworzących. Mogą wiele zaoszczędzić na wakacjach pod warunkiem, że letnie zorganizują sobie w zimie, a zimowe wczesną wiosną.

Nad hotelem powiewała już z daleka widoczna flaga Unii Europejskiej. Jakoś wytłumaczyłem swojemu pięciolatkowi i trzylatce korelacje pomiędzy flagą a Europą. Zgodzili się mieszkać w Europie pod warunkiem, że Batman – idol Kajtka i Superman, którego fanem jest Kaja  mieszkają w Europie. I nasze koty i pies też. No i że hotel, w którym mamy pokoik jest w Europie.

I był. A dokładnie był wypełniony do ostatniego miejsca uczestnikami szkolenia zorganizowanego z Europejskiego Funduszu Społecznego…. programu  o  nazwie „Kapitał Ludzki”. Równolegle odbywały się dwa panele „Profesjonalny pełnomocnik podatnika” i „ Nowoczesne ubezpieczenia gwarancją spokoju na starość”.

Początkowo dzieci były zachwycone Europą. Przeszło im jak zatrzasnęliśmy się w obrotowych drzwiach stając sie mimowolnymi ofiarami konfliktu pomiędzy „pełnomocnikami” ,a „ubezpieczycielami” o to czy wahadła drzwi kręcą się w lewo , czy w prawo.

Bywało, że wchodziłem  na lekkiej bani do sauny, ale po dziesięciu latach abstynencji wyjść z sauny w stanie totalnego zamroczenia zdarzyło mi się po raz pierwszy. Kapitał ludzki okupywał sauny od rana i zostawiał w ciężkich oparach całą zdobytą na szkoleniu wiedzę. I trochę czosnku.

Podtrzymując się ścian przedarłem się przez goły do kąpielówek Kapitał Ludzki na basen. Dzieci siedziały jak trusie na leżaczkach i tylko patrzyły szeroko otwartymi oczkami na szalejący w  wodzie Kapitał Ludzki. Tam trwał mecz piłki wodnej pomiędzy „pełnomocnikami podatnika”, a „ubezpieczycielami”. Piłki nie zauważyłem.

Przy kolacji obejrzeliśmy pokaz barmański dla obu grup szkoleniowych, a wychodziliśmy, kiedy zaczynało się szkolenie z kompozycji drinków. Przy śniadaniu dzieci dowiedziały się, że mistrzem  został Pan Marek od „pełnomocnika podatnika” , a wicemistrzem Pani Jola od „ubezpieczycieli”. Wiedze tę zdobyliśmy przypadkowo… .po prostu laureatów nie udało się obsłudze hotelu posprzątać po szkoleniu i spali pod ulubionym stolikiem dzieci.

Szkolenie z programu „Kapitał ludzki” trwało trzy dni. Mieliśmy zamiar jakoś je przekoczować w klubie dla dzieci, ale  sąsiadował z kręgielnią, bilardem i barem, a ten ostatni zrobił z podziemi hotelu mieszankę wybuchową. Kapitał ludzki uwielbiał grać kulami do kręgli w bilard i odwrotnie, zjeżdżalnie dziecięce stały się ulubionym miejscem zabawy i wylewania łez za straconym dzieciństwem. Dopingu do totalnej zabawy dodawała skromnie wisząca nad barem informacja, że dla uczestników szkolenia z programu Kapitał ludzki bar jest otwarty.

Wreszcie hotel opustoszał. Na parkingu zostało tylko kilka rozbitych samochodów po nocnym rajdzie o tytuł „Kubicy ubezpieczeń i doradztwa podatkowego”, ale w środku nikogo. Było pięknie. Przez jeden dzień. Uciekać trzeba było już następnego. I to rano, bo od południa szerokim strumieniem miała wpłynąć do hotelu rzeka funduszy europejskich z programu Kapitał Ludzki tym razem na szkolenie pt… poprawa efektywności administracji terenowej, komputeryzacja…, a z nią czterystu jeszcze nie przeszkolonych urzędników.

Gdzieś tak po godzinie jazdy Kajtek powiedział na widok leżącego w rowie tira

- Ja piej dole

- Kajtuś, a skąd ty znasz takie słowa?

- Z Europy.

 Jacek Kęcik

 

 

 

Odcinek II – Redukcje

Nawet sukcesy Małysza nie ucieszyły mnie tak jak gwałtowny spadek cen akcji Telekomunikacji Polskiej SA. Radość trwała dzień, bo już następnego zamieniła się w euforię.  TP SA i inne wielkie firmy będą zwalniały pracowników.

Może w TP SA czyli Orange zwolnią tego cwaniaczka, który wcisnął mi neostradę o prędkości dziesięciu mega, gdzie, w miejscowości w której mieszkam najszybciej z technicznych nowinek porusza się listonosz na rowerze przy doładowaniu wewnętrznym co najmniej dwustu gram czystej na godzinęNiewykluczone, że stracą pracę panie, które olały wszystkie moje reklamacje i księgowi, którzy naliczali mi za każde połączenie z infolinią neostrady kwoty znacznie przekraczające wartość ściąganego abonamentu. I technicy, którzy potwierdzali istnienie nieistniejących łącz i cały departament marketingu razem z tą panią, która w kółko powtarzała, że wszystkie stanowiska konsultantów są zajęte i kazała  mi wysłuchiwać piosenek w cenie dwa złote za minutę połączenia i równie drogie reklamy. „Serce i rozum”- inaczej „ Zawał i Udar mózgu”…… u Klienta.  

Skaczę z radości na wieść o zwolnieniach w bankach. Już się cieszę jak pod Centralnym w Warszawie spotkam doradcę finansowego, który kilka lat temu doprowadził mnie do bankructwa. Niestety do tej pory się nie odbiłem i nie będę mógł go poratować. Mam też nadzieję spotkać na końcu ogonka stojącego po zasiłek pana, który w innym banku, jak tylko złożyłem u niego pismo , że rezygnuję z usług, natychmiast wyrobił mi nową kartę z której sobie przez chwilę korzystał.

Do uczucia bliskiego orgazmowi doprowadziła mnie informacja o zwolnieniach w PZU.  Gdyby nie strach przed więzieniem sam bym podpalił mieszkanie doradcy, który najpierw przez kilka lat doił moje konto ze składek, a jak pół okolicy zalała powódź-to się okazało, że to nie jest klęska żywiołowa. Ale może nie trzeba będzie podpalać gada- jak go zwolnią, to nie ustrzeli więcej frajerów, skończy się kasa na raty kredytów i komornik bum tararara.

Zwolnienia w Locie –to miód na moje serce. Szkoda mi pilotów i stewardes, ale mam nadzieję, że ci  którzy produkowali kanapki powodujące owrzodzenie dwunastnicy, zapalenie jelit i kosztowne długotrwałe leczenie pójdą sobie precz.

Cieszę się na myśl, że już niedługo kilka tysięcy krętaczy, ściemniaczy, chytrusków i farbowanych lisków-przyjemniaczków znajdzie się na ulicy i będzie musiało zabrać się do pracy. Trochę się jednak martwię, że może być odwrotnie. Bo przecież……
-pan z TP SA jest pewnie najlepszym sprzedawcą neostrady
-pan z PZU wypłacił najmniej odszkodować i jest cennym pracownikiem
-pan z banku przyniósł zyski bankowi
-a pan z cateringu Lot-u jest autorem oszczędnościowego patentu zamieniającego świńskie ogony na wołowe bitki.

Tak też może być. Wtedy się będę cieszył z tego co zwykle. Z kolejnego naszego koncertu i spotkania z Państwem.

Jacek Kęcik

Kto tu jest głupi: media czy społeczeństwo?

Jakiś czas temu przetoczyła się po telewizji  i prasie dyskusja szukająca odpowiedzi na tytułowe pytanie. Ponieważ do rozmowy nie zaproszono społeczeństwa, media dyskutowały same ze sobą. I oczywiście,  winnym totalnego zidiocenia własnej produkcji ogłosiły społeczeństwo. Poza nielicznymi wyjątkami telewizje, główne portale internetowe, prasa, radio mają być głupie, bo tego oczekuje od nich widz. Twórcy mediów bardzo by chcieli, żeby ich produkcje sięgały wyżyn dobrego smaku, były pełne polotu, skrzyły się inteligencją i poczuciem humoru, porywały tempem, dramaturgią, zaskakującymi zwrotami akcji, ale niestety widz , który (jak wynika z badań, oczywiście) jest kompletnym kretynem, nigdy nie zrozumie takiej twórczości, szkoda więc pieniędzy  i cennego czasu twórców, którzy rzeczy wielkie będą tymczasowo trzymali w swoich szufladach i poczekają aż widz zmądrzeje. Na razie,  twórcy mediów mają na głowie dziesiątki zakupionych przez swoje stacje formatów, które (jak tego dowodzą badania , oczywiście) świetnie się sprawdziły w wielu krajach wypełnionych podobnie jak u nas widzami –  samymi idiotami. Przecież cały świat nie zajmuje się niczym innym, jak gotowaniem, perfekcyjnym sprzątaniem, szukaniem modelek, talentów wokalnych, chóralnych, uwielbia awantury domowe prane przed kamerami, ceni ostrą chamówkę niby-prawdziwych dokumentów, uwielbia lejącą się krew, wybijanie teściowej zębów , pyskówki na sali sądowej, zdradzających mężów i płaczące przed kamerami żony, wyjące z rozpaczy kochanki, nieślubne dzieci zamieniające się w seryjnych gwałcicieli-jak dorosną i wszelkiego rodzaju inne jatki – najlepiej domowe. Z badań wynika,  że świat to kocha. I my Polacy też. Dlatego media będą takie jakie są i basta.

Powstaje i niedługo ujrzy światło dzienne, nowy bardzo ciekawy program telewizyjny. Format sprawdzony na całym świecie. Według badań,  oczywiście,  ma być hitem. Reklamowo, bo przecież z tego żyją media – obstawia go następca Amber Gold – fundusz inwestujący w energię generowaną gazami ludzkimi:  Human Gas i Espumisan. Stopa zwrotu inwestycji 300 procent. Przy takim finansowaniu treść nie ma co prawda znaczenia… ale chodzi mniej więcej o to, która spośród pięćdziesięciu startujących osób upodobni się najbardziej w trakcie cotygodniowych emisji do swojego psa  albo kota. Można tez startować z każdym innym zwierzątkiem…ważne, żeby była szansa się do niego upodobnić. Wiem z pewnego źródła, że jeden pan startuje w parze ze stawonogiem, a mająca wielkie szanse pani spod Koszalina z oswojonym bażantem.

Finał przewidziany jest na koniec maja. Główna nagroda, to 200 tysięcy złotych w jednostkach uczestnictwa funduszu Human Gas. Przewidywana, pozwalająca na zwrot kosztów i godziwy zarobek widownia, to około dwóch milionów widzów w tym niemowlaki i emeryci. Zaraz po emisji media rozpoczną kolejną debatę ze społeczeństwem o tym, kto jest głupi. Nadawca, czy odbiorca.

Aha, pozostała część społeczeństwa, czyli około 38 milionów nawet nie będzie miała pojęcia, że taki program powstał. Ale to jest inne społeczeństwo.

Jacek Kęcik

Blog Autorów Filharmonii Dowcipu

Już od wtorku 12 lutego w tym miejscu będziecie mogli przeczytać co Jacek Kęcik, Waldemar Malicki i Bernard Chmielarz myślą o otaczającym nas świecie.

Znajdziecie tu także informacje jak powstają nasze skecze i aranżacje i spektakle.

 

 

Wpisy będą pojawiały się regularnie w każdy wtorek.

Zapraszamy do regularnego odwiedzania i komentowania BLOGa FD.

Autorzy